Michał Liszcz

dokumenty produkcyjne

Umowa o dzieło z przeniesieniem praw autorskich: prawa przechodzą z dniem zapłaty, nie z dniem oddania filmu

W mojej umowie autorskie prawa majątkowe przechodzą na klienta z dniem zapłaty całości wynagrodzenia. Do tego dnia film jest mój, choć klient ma go już na dysku.

Umowa, którą podpisałem w sierpniu 2026 na explainer dla firmy technologicznej, ma sześć stron i czternaście paragrafów w sześciu częściach: przedmiot, termin, wynagrodzenie, prawa autorskie, dane osobowe, postanowienia końcowe. Z tych czternastu paragrafów jeden robi całą robotę. Paragraf 8, ustęp 2: z dniem zapłaty całości wynagrodzenia Wykonawca przenosi, a Zamawiający nabywa majątkowe prawa autorskie i prawa zależne do wykonanego Dzieła.

Scena, w której to działa: film wysłany, faktura ma czternaście dni, klient publikuje po godzinie. Do dnia przelewu korzysta z materiału, do którego prawa ma nadal wykonawca. Miałem sytuację, w której faktura za film nie została opłacona, a materiał po latach pojawił się na stronie klienta. Bez tego jednego zdania spór jest o pieniądze. Z tym zdaniem jest o prawa, a to zupełnie inna rozmowa.

Co jeszcze siedzi w tych sześciu stronach

Pola eksploatacji wymienione z nazwy, sześć punktów: utrwalanie dowolną techniką, internet z YouTube i mediami społecznościowymi, telewizja i kampanie płatne, targi i prezentacje handlowe, archiwizacja i łączenie z innymi utworami. Dwa ostatnie punkty dotyczą instytucji finansującej projekt unijny: klient może przekazać film instytucji i udzielić jej nieodpłatnej licencji na dziesięć lat z prawem do sublicencji. Bez tych dwóch punktów klient nie rozliczy dotacji, więc przy projektach z dofinansowania to nie jest formalność, tylko warunek zapłaty.

Licencje na to, co w filmie nie jest moje. Muzyka, lektor i, od tego roku, materiały generowane przez AI. Umowa mówi wprost, że licencje mają obejmować zakres, w jakim klient będzie filmu używał, i że przeniesienie nie dotyczy utworów, których model licencyjny na to nie pozwala. To zdanie chroni obie strony: klient wie, że muzyka ze stocku nie staje się jego własnością, ja wiem, że nie obiecałem czegoś, czego nie mogę dać.

Portfolio. Paragraf 5, ustęp 2: wykonawca ma prawo pokazywać dzieło w swoich materiałach i ofertach. Klient dostaje pełne prawa, a ja zachowuję jedno: możliwość pokazania, że to zrobiłem. Bez tego zapisu każda realizacja na mojej stronie wymagałaby osobnej zgody.

Materiały robocze. Wraz z prawami klient dostaje wszystkie wersje elektroniczne w formatach, w jakich powstały, niezabezpieczone przed zmianami. Czyli projekt do edycji, nie tylko gotowy plik. Wielu wykonawców ten punkt pomija. Zgadzam się na niego, bo klient płaci za całość pracy, nie za wynik.

Granica. Użycie poza umówionym zakresem to kara umowna w wysokości trzykrotności wynagrodzenia licencyjnego. Jedna runda poprawek w cenie, czternaście dni roboczych bez odpowiedzi to odbiór, opóźnienie po mojej stronie kosztuje 0,2% wynagrodzenia za dzień.

Kiedy przeniesienie praw nie jest potrzebne

Licencja zamiast przeniesienia ma sens, gdy film żyje w jednym kanale przez określony czas, na przykład kampania na rok, i klient nie chce płacić za pola, których nie użyje. Druga sytuacja: materiał autorski, w którym film ma zostać moim utworem, a klient dostaje prawo do pokazywania. W obu przypadkach umowa jest krótsza.

To nie jest porada prawna. To umowa, którą podpisuję, i zdanie, które w niej najbardziej pracuje. W wycenie Motion Pikczer formalności i prawa autorskie są pozycją bazową każdego projektu, nie dodatkiem na końcu.